czwartek, 11 lipca 2013

Rozdział IV

Obudziłam się wyspana i zrelaksowana. Szybko się ubrałam, umyłam i popędziłam do wytwórni nagrać próbkę piosenki. Byłam strasznie szczęśliwa, czułam jak wszystko nabiera sensu. Biegnąc na autobus wpadłam na jakiegoś chłopaka, był w okularach przeciwsłonecznych. Włosy miał dokładnie koloru Niall'a. Przeprosiłam i pobiegłam na przystanek. Ledwo co mi autobus nie odjechał. W końcu dotarłam do wytwórni, wsiadłam do windy.
-To jak? Nauczona? Możemy nagrywać? - zapytał Hozze.
-Oczywiście. - zaśmiałam się.
-No to wchodź, siadaj i śpiewaj. - uśmiechnął się.
Trochę się denerwowałam, więc pierwsza próba nie wyszła najlepiej. Kolejna także. Byłam pełna emocji.
-Słuchaj, myśl jakby nas tu nie było, wiem, że jesteś rozładowana emocjami, tak jak inni, gdy zaczynali śpiewać pierwszą piosenkę.
-Przepraszam.
-Ale ja Cię rozumiem. Po prostu zachowaj się tak, jakby nas tu nie było i wczuj się w rytm, nie w słowa, mam nadzieję, że mnie rozumiesz?
-Tak, rozumiem, ale to trochę potrwa.
-No dobra. Napij się i powiedz jak będziesz gotowa.
-Dobrze.
Napiłam się i zaczęłam śpiewać od nowa. Byłam cały czas zdenerwowana, nie wychodziło mi, nie potrafiłam wczuć się, gdyż cały czas myślałam także o tym chłopaku, na którego wpadłam po drodze, może to był Niall? Ale skąd by się tu znalazł, skoro nikt nic nie mówił o żadnym koncercie, nie widziałam także żadnych plakatów. To było dziwne.
-Jazz, chodź tu na chwilę.
Wiedziałam, że to już nie wróży nic dobrego.
-Może idź do domu, jutro nagramy piosenkę, bo czuję, że dziś nic z Ciebie nie będzie. Coś się stało?
-Nie, wszystko dobrze, tylko mam pytanie.
-Jakie?
-Czy wiesz coś na ten temat, że One Direction może być w LA? - zapytałam z ciekawością.
-Nie, nic mi nie wiadomo, a co? - odpowiedział trochę zdenerwowanym głosem.
-Nic, tak się chciałam zapytać, bo wydawało mi się, że wpadłam na Niall'a, biegnąc na autobus.
-Aha. Teraz wracaj do domu i bądź o tej samej godzinie jutro.
-Dobra i przepraszam.
-Nie masz za co przepraszać. No idź już.
Wyszłam ze studia cała roztrzęsiona. Znowu na kogoś wpadłam, nie wiedziałam co ze mną jest.
-O Boże, Louis? - zapytałam zdziwiona.
-Tak, to ja.
-O Matko, nie, to jest nie możliwe, ale jak, co ...? - za bardzo się jąkałam, nie mogłam dokończyć żadnego z pytań.
-Przyjechaliśmy tu, dlatego że mamy piosenkę do nagrania.
-Tut...
-Tak, tutaj.
-Ale nie, to się nie dzieje na prawdę. - byłam pełna emocji, chciałam pójść dalej, do domu, ale jeżeli to prawda, że stoi przede mną Louis? Nie mogłam od tak odejść.
-Wybacz, jestem trochę...
-Zaskoczona? - dokończył
-Dokładnie. Nie wiem, co mam powiedzieć, jestem fanką One Direction. Mam takie pytanie.
-Jakie?
-Czy to ty napisałeś wczoraj na moim profilu na twitterze, że życzysz mi powodzenia razem z Liam'em?
-Tak, wiem, jak się czułaś, chciałem Ci pogratulować i życzyć szczęścia. Ja muszę już iść, fajnie się z Tobą rozmawiało. Dobrze, że nie zaczęłaś krzyczeć.
-Na początku chciałam, ale nie wiedziałam czy to ty. - zaśmiałam się.
-Aha, możesz nikomu nie mówić, że nagrywamy tu piosenkę? Bo zaraz zbierze się tłum Directioners i zaczną krzyczeć, dobijać się do środka i znowu podrą nam ciuchy. - mówił śmiejąc się.
-Dobra, a mogę autograf? - uśmiechnęłam się.
-Jasne.
-To ja już idę. A zagracie teraz koncert w LA?
-Nie, niestety nie. Jakoś tak dziwnie, ale kiedyś pewnie tak.
Odeszłam pełna emocji, byłam taka uradowana. Nie mogłam uwierzyć w to, że rozmawiałam z Louis'em. Nadal do mnie to nie docierało. Nie wiem czemu poszłam, mogłam przecież zostać, poznałabym resztę. Nie wiem co mi się wtedy stało. Kolejne moje życzenie się spełniło. Czułam się, jak w jakimś filmie o dziewczynie, której marzenia się spełniają.

środa, 10 lipca 2013

Rozdział III

Weszłam do domu. Po dniu pełnym wrażeń, jedyną rzeczą jaką mi się w tej chwili marzyła, była długa, gorąca kąpiel dla wewnętrznego i zewnętrznego rozluźnienia. Poszłam do pokoju, wszystkie swoje rzeczy położyłam na łóżku, wzięłam pidżamę, ręcznik i założyłam swoje ulubione, miękkie kapcie, w których bardzo dobrze się czułam, i udałam się w stronę łazienki. Nalałam wody do wanny i po prostu się w niej zanurzyłam. Zapaliłam sobie jedną małą lampkę, która wisi przy lustrze. Uwielbiałam właśnie tak zakończyć dzień, zrelaksować się w ciszy i spokoju. Godzinami przesiadywałam w wannie, nie zwracając uwagi na innych. Po 1,5 godzinie wyszłam z łazienki. Cassadie się na mnie lekko zdenerwowała, ale rozumiała mnie, bo też lubi tak sobie poleżeć. Nie mogłam się doczekać, kiedy One Direction zagra blisko nas koncert. Bym kupiła wtedy bilety dla Cas oraz dla siebie. W wolnych chwilach godzinami wyobrażałam sobie, jak fajnie byłoby ich poznać, lecz niestety to nie możliwe, ale nikt mi nie zabroni pomarzyć.
Następnego dnia miałam trochę luzu, bo nie musiałam latać do wytwórni, tylko musiałam nauczyć się piosenki na pamięć, miałam nadzieję, że nie sprawi mi to trudności. Pierwsze co zrobiłam, to zeszłam na dół na śniadanie. Następnie poszłam do salonu, włączyłam telewizor, czego dawno nie robiłam i weszłam na twittera. Jednym okiem oglądałam telewizję, a drugim śledziłam co się dzieję na tt. Nikogo nie było w domu, więc mogłam się rozkoszować wolną chwilą. Napisałam tweeta, o tym, że będę jutro nagrywać swój pierwszy singiel, dostałam mnóstwo wiadomości od nieznanych mi ludzi, którzy życzyli mi powodzenia i mają nadzieję, że będzie tak fajny, jak moje tweety. Zdziwiłam się. W pewnej chwili pomyślałam o tym, że gdy wydam swoją piosenkę pełno ludzi będzie mnie znać i pisać do mnie, tak jak do innych gwiazd, żebym je follow'nęła. To było przerażające, a zarazem fajne. Po kilku minutach patrzę, a tu wiadomość:
"Hi Jazz, good luck in the recording of their first single. I'm waitinig. :)" (tłumacz. Cześć Jazz, powodzenia w nagrywaniu pierwszego singla. Czekam :))
Weszłam na profil tej osoby, aby jej/mu podziękować, okazało się, że to konto Liam'a. To nie był żaden fake, tylko prawdziwy Liam. Boże, tak się uradowałam. Nie mogłam w to uwierzyć, pewnie mi się coś pomyliło. Zadawałam sobie różne pytania.
-A co jeżeli Liam czytał moje tweety od początku, jak tylko o mnie usłyszał? Skąd dowiedział się o moim istnieniu?
I wiele, wiele innych. Nagle dostałam kolejnego tweet'a od Louisa. Myślałam, że umrę na miejscu. Zabrakło mi tlenu. Miałam takie odczucie, jakbym zaraz miała zemdleć. Uwierzcie mi, że to wspaniałe uczucie. Gdyby tylko teraz ich spotkać... za bardzo się rozmarzyłam. Nie będę Wam dalej zdawać relacji, gdyż robiłam to samo przez dłuuuugi czas. Myślałam, że śnię, ale na szczęście to była prawda. Z całych tych emocji nie mogłam skupić się na uczeniu tekstu piosenki. W końcu nauczyłam się. W tym czasie Cassadie wróciła z zajęć.
-Hej, jak Ci minął dzień? - zapytała.
-Dobrze, a nawet niesamowicie. Weszłam dziś rano na twittera i opublikowałam tweeta, że jutro nagrywam pierwszą piosenkę.
-No i?
-Ktoś życzył mi powodzenia. Weszłam na profil, aby podziękować, okazało się, że to profil Liam'a. Potem to samo napisał Louis!
-Nie możliwe.
-Też na początku tak myślałam, ale mogę Ci pokazać.
-No to pokaż.
Loguję się na twittera, aby pokazać Cassadie, że nie kłamię.
-Rzeczywiście! - powiedziała zaskoczona Cas.
-I co?
-Boże, to niesamowite, a nauczyłaś się piosenki?
-Tak, przed chwilą.
-O której wrócą rodzice?
-Nie wiem, chyba o 21.00
-Czyli musimy sobie same coś do jedzenia zrobić?
-Niestety.
-Dobra, damy radę, chyba nie spalimy kuchni.
-Chyba nie.
Zabrałyśmy się do robienia obiadu dla nas dwóch. Po obiedzie Cassadie powiedziała, że umówiła się, aby przećwiczyć układ do szkoły. Miały same wymyślić, to jeden z ich układów, Cas chciała zostać zawodową tancerką, więc jej w tym nie przeszkadzałam. Ja z kolei wzięłam gitarę i powtarzałam sobie słowa piosenki. O 20.00 postanowiłam się położyć i włączyć sobie telewizję, aby szybciej zasnąć, bo na 10.00 musiałam być w studiu. Od razu jak się położyłam to po 10 minutach zasnęłam.

Rozdział II

Wstałam o świcie, była 6.00. Byłam strasznie nie wyspana, ale trudno, musiałam jechać do wytwórni przedstawić mój nowy utwór Hozze. Miałam nadzieję, że spodoba mu się. Ubrałam się, zjadłam śniadanie, umyłam i załatwiłam swoje potrzeby. Szybko założyłam buty oraz popędziłam na autobus. W dwadzieścia minut znalazłam się koło dużego, szarego budynku, czyli wytwórni, gdzie nagrywałam próbki piosenek i spędzałam dużo czasu. Miałam okazję także poznać wiele sławnych osób, które właśnie tam się wypromowały, były to m.in. Katty Perry, Rita Ora, Justin Timberlake. Oczywiście nie rozmawiałam z nimi na co dzień, gdyż byli ode mnie o dużo starsi i znałam ich tylko z widzenia. Weszłam do środka oraz popędziłam do windy, która zawiozła mnie na piąte piętro. Weszłam do biura Hozze i wszystko mu opowiedziałam. Popatrzył na piosenkę i kazał mi usiąść. Powoli i dokładnie przeczytał mój tekst. Siedziałam na kanapie zniecierpliwiona. Po około trzech minutach powiedział, że mam do niego podejść. Byłam pełna emocji, nie wiedziałam czy mam się bać, czy raczej cieszyć.
-A więc powiem Ci tak, piosenka jest niezła. Na prawdę, zaskoczyłaś mnie, nie wiedziałem, że potrafisz tak pisać. Powiedz mi w ile to napisałaś?
-Zajęło mi to jakieś pięć godzin. Wiem, że długo, ale musiałam jeszcze dopracować.
-I naprawdę Ci się chciało? Nie potrzebnie. - powiedział Hozze ze współczuciem.
-Ale jak? Czyli nie nadaje się? - zapytałam zniesmaczona.
-Wręcz przeciwnie. Piosenka jest idealna. Możesz ją nagrać za dwa dni. Przygotujemy wszystko jeszcze raz, a ty masz się nauczyć jej na pamięć. Myślę, że to będzie twój pierwszy hit, mam nadzieję, że dzięki niej się wybijesz.
-Boże, dziękuję Ci. Nie masz pojęcia, jak ja się cieszę.
-Dobra, idź teraz do domu, odpocznij, pochwal się wszystkim swoim osiągnięciem i czekaj.
-Ok, do zobaczenia.
-Pa.
Pełna energii i zachwycenia wyszłam z wytwórni, natychmiast sięgnęłam po telefon i zadzwoniłam do Cassadie poinformować ją o moim pierwszym singlu. Ucieszyła się z tego, prawie tak samo jak ja. Na razie nie dzwoniłam do cioci i wujka (rodziców Cas), chciałam im to osobiście przekazać.
Wsiadłam w autobus i w kolejne dwadzieścia minut znalazłam się koło domu.
-Jestem! - krzyknęłam zamykając drzwi.
-I jak? Udało Ci się? - zapytała ciocia.
-Tak, Hozze był zachwycony, mówił, że nie wiedział, iż potrafię tak tworzyć.
-No to gratuluję, rodzice byliby pewnie z Ciebie dumni. Może wybierzemy się teraz na cmentarz ich odwiedzić, co? Włożymy kolejną kartkę do skrzynki. Co ty na to?
-Dobrze, tylko pójdę się przebrać.
Te kartki, o których mówiła mama Cassadie, to było coś takiego napodobę mojego pamiętnika. Ile kroć odwiedziłam moich rodziców, zawsze jedną kartkę wkładałam do małej, drewnianej skrzyneczki, która była zamknięta na kluczyk, wierzyłam, że w ten sposób rodzice dowiedzą się o moim sukcesie.
Napisałam kartkę, przebrałam się i popędziłam na dół. Razem z ciocią pojechałyśmy na cmentarz, było mi smutno, gdy patrzyłam na grób, ale z drugiej strony nadal byłam uradowana tym, że nagram swój pierwszy singiel. Powoli wszystko zaczęło się układać.

------------------------------------------------------------------------------------
Postanowiłam szybciej napisać II rozdział, gdyż jakoś tak mnie natchnęło.
Mam nadzieję, że się spodobał :) 

Rozdział I

Wróciłam zmęczona do domu. Byłam w studiu nagraniowym, zapoznać się z nową piosenką. Miałam nadzieję, że moje marzenia się spełnią. Myślałam kiedyś i fajnie by było, gdy już cały świat mnie będzie znał i będą słuchać moich piosenek, wiedziałam, że wszystkim nie spodobają się moje utwory, gdyż każdy słucha innej muzyki. Postanowiłam iść w ślady mało znanego zespołu z YouTube, Cimorelli. Lubię ich piosenki, co prawda nagrały na razie dwie swoje, ale dopiero zaczynają być sławne, tak jak ja. Na razie piszę swoje piosenki i próbuję w studiu je nagrać, ale nie za dobrze mi to idzie, więc mój menager postanowił wynająć kogoś, aby napisał mi pierwszy utwór. Gdy bardziej się wczuję pewnie coś utworzę. Myślałam, że to będzie takie łatwe, jak pisanie wiersza, ale nie jest. W sumie to tekst piosenki i wiersz mają bardzo podobną pisownię. Też trzeba pamiętać, aby piosenka miała sens i pisać o jednym, a nie o innej rzeczy w każdej zwrotce. Postanowiłam się zdrzemnąć. Miałam sen, który pomógł mi w napisaniu pierwszego utworu. Był o moich marzeniach. Gdy się obudziłam, usiadłam i zaczęłam pisać, nikt w tej chwili nie mógł mi przeszkadzać, więc byłam odcięta od świata, nie słyszałam, jak ktoś coś do mnie mówi lub jak dzwonił do mnie telefon, to go nie słyszałam, pomimo tego, że miałam go obok siebie, tak się wczułam. W pewnym momencie pomyślałam, że jak nagram tę piosenkę to 1D może ją usłyszeć i akurat może im się spodobać, ale to nie możliwe. Wiem, że to trochę śmiesznie brzmi, ale każdy ma swoje marzenia. Po kilku godzinach skończyłam pisać. Była 24.00, więc postanowiłam położyć się do łóżka i zasnąć, gdyż następnego dnia chciałam pokazać Hozze, moje dzieło, ale najpierw chciałam, aby Cassadie to przeczytała, lecz nie chciałam jej budzić, bo ona też miała ciężki dzień. Niby fajnie, że mogę stać się niedługo sławna, ale nie wiecie jeszcze jaki to stres i zmęczenie. Moje życie też nie jest łatwe. Pewnie większość z Was chciałaby zrealizować swoje marzenia i być sławnym, ale niestety. Coś za coś. Dopiero, gdy umarli moi rodzice stałam się sławna, więc sława za rodzinę. Liam w dzieciństwie był prześladowany, a teraz ma wspaniałych przyjaciół i jest rozpoznawalny na całym świecie. Czyli sława i przyjaciele w dorosłym wieku za dręczenie w dzieciństwie. Jest więcej takich przypadków. Więc zastanówcie się, co tak na prawdę chcecie, mi nie jest wcale aż tak fajnie, bo nie mam rodziny, to co jest najważniejsze w życiu. Na razie mieszkam z Cassadie i jej rodzicami, gdyż nie mogłam sama pozostać w domu, miałam wybór dom dziecka albo mieszkać z przyjaciółką i jej rodziną. Dobrze, że mnie adoptowali. Myślałam, że ja będę dla nich kłopotem, ale nie. Mówili, że to nic takiego, przyjaźnili się z moimi rodzicami i wiedzą, że się dobrze uczę oraz nie sprawiam żadnych kłopotów, więc mnie przyjęli do siebie, mówili też, że gdyby Cassadie znalazła się w tej samej sytuacji to moi rodzice postąpiliby tak samo. Postanowiłam zbierać pieniądze i kupić im duży, cudowny prezent, gdy osiągnę swój cel, za to, że przyjęli mnie do swojego domu. Można powiedzieć, że to są moi przyszywani rodzice, a Cas to moja przyrodnia siostra i tak od dawna traktuję Cassadie, jak moją siostrę. Planowałam zatrudnić Cassadie jako moją tancerkę albo do wymyślania dla mnie choreografii, gdyż była niesamowitą tancerką. Powiedziałam sobie, że gdy będę już znana, pomogę jej w osiągnięciu tego, co ja. To będzie taka nagroda za to, iż pomagała mi i wspierała od samego początku.

---------------------------------------------------------------------------------
Podoba się? Zostaw komentarz.
Chciałam w tym rozdziale przedstawić Wam sytuację, głównej bohaterki tego opowiadania, Jazz Edwards. Mam nadzieję, że Wam się podoba, pisz swoje pomysły w komentarzu na następny rozdział, jeżeli coś mi się przyda to wykorzystam to i podpiszę, że ty mi w tym pomogłaś/eś. :)
Do zobaczenia :*